O MNIE

Fotografuję od lat, moje dziecięce początki przygody z fotografią zaczynałem od radzieckiego aparatu SMENA potem Zenity, Praktika rodem z Drezna, pierwszy w pełni elektryczny ale nadal analogowy Pentax, powiększalnik Krokus i ciemnia w piwnicy.

Ale to już prehistoria. Wiem, że nadal są zapaleńcy pracujący na tym sprzęcie ale to jak spotkać T-Rexa na ulicy, takie trochę hipsterskie zabawy. Fajne ale nie bardzo zarobkowe.

Jakiś czas temu weszła cyfra, która dla wielu stała się koniecznością z którą nie potrafili sobie poradzić. Tak niestety padło wiele leciwych rodzinnych zakładów fotoraficznych pracujących od 100 lat w analogu.

Za to dla innych otworzyła zupełnie nowy świat fotografii i co ważniejsze edycji zdjęć.

Zniknęła troche magia ciemni i paprania się w azotanie srebra a co za tym fach fotografa w starym tego słowa znaczeniu .. i prestiż we wsi.

Teraz każdy ma smartfona i instagramowe filtry więc po co w zasadzie fotograf...

Dobra, zagalopowałem się.

Pewnie jak wszyscy fotografowie i ja “profeskę” zacząłem od wesela. Można się śmiać albo nie ale to na prawdę ostra szkoła. Kto nie brał się na poważnie za fotografię nie ma pojęcia ile błędów można popełnić i ile razy przysłowiowo wybić zęby na jednej imprezie.

Tu wielki szacunek dla ludzi pracujących w tej branży. Ci najlepsi to mistrzowie w swoim fachu dożynający sprzęt jak reporteży Reutersa. 

Oczywiście zdarza mi się do tej pory przyjmować zlecenia weselne ale nie jest to częste i robię to trochę w ramach niezatracenia się w pracy z martwymi przedmiotami. Dobra żartowałem ale ziernko prawdy w tym jest bo częściej pracuję teraz z firmami.

OK! wolę fotografię techniczną. Nie koniecznie czuję się artystą. Nie noszę latem wełnianej czapki dla ozdoby. Mam wewnętrzny problem z selfikami i lansowaniem się w social medich. Może to kwestia wieku a może podejścia. W każdym razie mało skutecznie walczę z tym wewnętrznym oporem.

Tak czy inaczej bardziej konkretność a trochę mniej ART w pewnym sensie wymógł na mnie rynek.

Klient od fotografa reklamowego oczekuje produktu dopracowanego technicznie, czystego, sprzedażowego, działającego na umysł jego klienta.

80% zerkających na zdjęcie w katalogu nie szuka ART tylko detalu, koloru, uczucia pobudzenia ślinianek i neuronów odpowiadających za chęć zakupu.. A fotografia hotelowa i styl wymuszany przez portale bookingowe to już zupełnie osobny rozdział.

Słowem kasa włożona przez zleceniodawcę w sesję zdjęciową musi się zwrócić z nawiązką.

Nawiązaując do tematu ART. Uwielbiam oglądać czasem zdjęcia fotografujących kobiet, są zupełnie inne, jest w nich coś czego 90% facetów nie zrobi. Czasem trudno to nazwać i określić, niby sprzęt ten sam, ustawienia też ale zdjęcia kompletnie inaczej zrobione. Tak jest i już. Zwłaszcza w fotografii dziecięcej i ślubnej. Nie mam pojęcia jak one to robią?

 

KONTAKT
piotr@popielak.pl
tel. +48 691 033 163

Imię i nazwisko (wymagane)

Adres email (wymagane)

Temat

Treść wiadomości